środa, 22 lutego 2017

Jak radzić sobie z rozpraszaczami?

Warunki czysto akademickie. Kilku facetów w jednym pokoju. Jeden, jako miłośnik seriali spędza przed telewizorem resztę swojego życia. Drugi gra szóstą godzinę w grę komputerową. Oczywiście nie mam nic przeciwko temu. Każdy robi to na co ma ochotę. Jednak nie jest łatwo zająć się czymś konstruktywnym przy tak wielu rozpraszaczach.


Naprawdę nie mam na co narzekać, dzięki nim mam kontakt towarzyski i mogę sobie porozmawiać na różne tematy. Jednak mam swoje obowiązki i nie chcę ich zaniedbywać z błahych powodów. Mimo, iż są wokół mnie naturalne rozpraszacze i nieustannie zmieniające się warunki (często zmieniam miejsca zamieszkania, czyt. delegacja) udaje mi się realizować swoje cele.

Pomimo nocnej zmiany udało mi się nie przespać całego dnia i wstałem po sześciu godzinach. Poranna toaleta po czym szybkie zakupy. Obiad. Kilka rozdziałów książki. Trening. I teraz piszę ten post. Musiałem założyć słuchawki, żeby nie słyszeć tego tandetnego serialu. Scenariusze są tak ułożone, żeby nieustannie zwracały naszą uwagę. Bardzo ciężko się skupić, gdy w tle ciągle są jakieś krzyki, kłótnie i szablonowe dramaty ludzkie. Wszyscy wiemy, że najlepiej sprzedają się emocje, a w telewizji jest ich bardzo dużo.

Dlatego bardzo nie lubię, jak podczas rozmowy bądź wspólnego obiadu jest włączony telewizor w tle. Dochodzi nawet do tego, że chamsko podchodzę i wyłączam pudło bzdetów. Po czym nastaje przebudzenie. A towarzyszące mi osoby same zaczynają rozmawiać i szukać tematów do dyskusji.
A już w ogóle nie dopuszczam do tego, żeby pracować z telewizorem. Jednak dzieląc pokój z lokatorami należy być tolerancyjnym i radzić sobie sprytnie. Nie ma sensu wszczynać kłótni.

Jak sobie radzić z takimi rozpraszaczami?


Może twoi rodzice wolą oglądać durny serial niż z tobą porozmawiać. Być może, twoja kobieta woli spędzać czas grając w gierki na smartphonie. Ale co z tego? Ty nie musisz tego robić. A jeżeli, uważasz, że to przez nich marnujesz swój czas to weź się ocknij. Czy ktoś każe Ci robić to samo co oni?

Niedawno razem z moją narzeczoną odkryliśmy, że wielką frajdę sprawiają nam gry planszowe. Bardzo ciekawa forma rozrywki, zwłaszcza przy większym gronie. Warto spróbować. Dla znudzonych chińczykiem czy warcabami mam rozwiązanie. Powstało bardzo dużo nowoczesnych gier tego typu. Idee są podobne, ale są różne ciekawe tematy. Dla każdego znajdzie się coś ciekawego. Istnieją sklepy internetowe specjalizujące się wyłącznie w sprzedaży planszówek.

Trochę odbiegam od tematu.

Czytam sporo książek na temat sukcesu w życiu i biznesie. I dotychczas wszędzie pisali o ustalaniu celów i planowaniu jak je osiągnąć. Szczerze? Olewałem to. Wydawało mi się to totalnie bezsensowne. Jednak pewne doświadczenia zmieniły moje podejście do tego.

Brian Tracy pisał, że człowiek bez celu jest jak statek bez steru dryfujący na morzu, który w każdej chwili może się rozbić.

Wspominam ten cytat, ponieważ chcę wam opowiedzieć coś o mim życiu.

Obecnie pracuję w delegacji w branży związanej z motoryzacją. Razem z narzeczoną zdecydowaliśmy się na tę rozłąkę, ponieważ chcemy zaoszczędzić pieniądze na nasze wesele. Nie posiłkując się kredytem, aby nie zadłużać się na samym starcie. W naszym rodzinnym miasteczku zarobki są słabe więc postanowiliśmy działać i podjęliśmy decyzję o moim przeniesieniu się do firmy, w której możliwe jest zarobienie większych pieniędzy. Oczywiście nie na stałe!

W skrócie ustalenia był takie:

Cel: Zarobienie i odłożenie określonej kwoty na wesele.
Plan działania: Praca w delegacji oraz duża liczba nadgodzin.

Z takimi wartościami przyjechałem do pracy i łapałem się wszystkiego by zarabiać jak najwięcej. Miałem cel i robiłem wszystko by go osiągnąć. Nadgodziny, oszczędzanie, nagłe przeniesienie się na projekt w Niemczech. Wszystko to robione z myślą o naszym efekcie finalnym.

Na razie plan działa i jesteśmy coraz bliżej celu.

Patrząc na moich współpracowników to 80% z nich są jak te statki bez steru. Nie mam całkowitego wglądu do ich finansów, ale po małym wywiadzie z nimi mogę powiedzieć, że ich całkiem spore pieniądze zostały „przejedzone”. Mam na myśli, że ich wydatki nie są przemyślane.

Lekarstwem na rozpraszacze i błądzenie to własne cele i plany. Znając je będziesz wiedzieć co warto robić, a co nie. Dzięki temu będziesz wiedzieć czy siódma godzina spędzona przy grze komputerowej doprowadza Cię do tego co chcesz osiągnąć. Jeżeli inwestujesz pieniądze, to po to, żeby osiągnąć coś konkretnego.

Mam cele, ale zapominam o nich, albo łatwo się poddaje...


Bombardowani przez reklamy i miliony informacji bardzo łatwo zapomnieć o swoich celach. Wczoraj twoimi marzeniami było rentierstwo, a dzisiaj już w to miejsce wjechał nowy Mercedes?

Przede wszystkim warto zastanowić się nad tym co jest dla ciebie wartościowe i co jest ważniejsze. Życie jest nieprzewidywalne i może zakończyć się bardzo szybko. Kiedy zdecydujesz czego tak naprawdę chcesz to zapieczętuj to! Weź kartkę, długopis i zapisz swoje cele. Idealnym przykładem określenia swoich zadań jest Mirek Burnejko, który w tym wpisie zapisał swoje cele/zadania w sposób profesjonalny.

Dążąc chociaż do jednego sensownego celu jesteś bardziej skuteczny od osoby, która może zarabia więcej od Ciebie, ale skupia się na wszystkim, a zarazem na niczym. Ponad to osiągasz sukces w konkretnych sferach życiowych i zwyczajnie nie błądzisz. Nie ma sensu dalej dryfować, zastanów się czego tak naprawdę pragniesz, zapieczętuj to na piśmie i działaj. Z rozbudzonym pragnieniem sukcesu możesz osiągnąć wszystko, bo jesteś wielkim człowiekiem.

Pamiętaj o tym.


sobota, 18 lutego 2017

Mężczyzna ma przerąbane

Człowiek jest zlepkiem miliona doświadczeń. To właśnie życie od urodzenia kształtuje naszą osobowość i nasze umiejętności. Niesamowite, jak bardzo ludzie z naszego środowiska wpływają na nas. Niemal od każdego można przejąć jakieś ciekawe umiejętności. O decydowaniu, jak chcemy postępować pisałem tutaj. Dzisiaj chcę poruszyć temat, który jest obecnie trochę zamącony.


Higiena osobista i schludny wygląd to podstawa. Oczywiście, że należy dbać o siebie, z tym nie należy się kłócić. Ćwiczenia i rozbudowywanie muskulatury też są spoko, bo wspomaga samopoczucie i zdrowie. Czyste ubrania na czasie, to normalna sprawa. Tylko powiedzcie mi, kiedy zostaje przekroczona granica? Nikogo nie zamierzam krytykować, bo kwestie wyglądu i life stylu są osobiste. Po prostu chcę się dowiedzieć, jakie zachowania są już mało męskie?


Cenię sobie wypady do lasu na wycinkę drzew. Spotykają się tam faceci z przeróżnych sfer, którzy wspólnymi siłami wycinają drzewa i przetransportowują je do siebie, by rodziny miały ciepło w domu. Nie ukrywam, że praca nie jest łatwa. Ja zazwyczaj jeździłem zimą na takie wycinki. W trudnych warunkach z minusową temperaturą wrzucaliśmy wycięte drzewa na przyczepy. Praca trwała od rana do wieczora. Po takiej pracy byłem wykończony.


Wspominam o tym dlatego, że to były cenne doświadczenia w moim życiu. Uczyły szacunku do pracy i przypominały, że życie to nie bajka. I wiecie co? Tam widziałem prawdziwych facetów. Ludzie, którzy biorą sprawy w swoje ręce i działają, aby ich rodziny nie marzły. Brzmi banalnie, ale tam nikt nie dbał o to, kto jak wygląda. Wszyscy mieli cel i dążyli do jego osiągnięcia. Wspominam o tym, ponieważ są to cenne lekcje. Zwłaszcza dla młodych ludzi. Ciężka praca kształtuje charakter.


Nie namawiam, aby zarabiać w ten sposób na życie, jednak od czasu do czasu, warto wziąć się za coś niecodziennego.

Facet. Jaki ma być facet?


Naprawdę nie mam pojęcia, nie mam żadnego konkretnego autorytetu. Ja przyjmuję takie założenie, że troszczę się swoją rodzinę i robię dla nich wszystko co najlepsze. Mimo sukcesu zawodowego wyzbyłem się jakichkolwiek niepotrzebnych pragnień. Super auta czy inne luksusy odeszły do lamusa. Poważnie, ważniejsze jest dla mnie to, żeby moja rodzina mogła żyć godnie i bezpiecznie. Sukces w domu jest dla mnie taki, gdy moi bliscy mogą przy mnie rozkwitać. Bez strachu czy obaw o moją reakcje.

Jedną z moich wad jest czytanie książek. Bardzo często walczę ze sobą by nie kupować ich za dużo!

Przede wszystkim mi, jako mężczyźnie, nie odpowiada bycie egoistą. Wszelkie rozwody i zostawianie dzieci jest cholernie samolubne. Wiem, że są różne sytuację, ale jestem przekonany, że moje dzisiaj, jest efektem tego co robiłem wczoraj. Z resztą, tak jak u innych. Czy czasem ciągłe kłótnie w związku, nie są efektem wytykania błędów drugiej osobie? Wiadomo, że łatwiej jest znajdywać winę w innych, ale najczęściej problem leży w nas samych. Może nie w każdym przypadku, ale rozwiązanie jest w zasięgu naszej ręki.

Jeżeli uważasz, że jesteś facetem i chcesz być głową rodziny. To znaczy, że chcesz być liderem. Więc zadaj sobie takie pytanie: Jaki powinien być przywódca?

Przede wszystkim być przykładem, nie hipokrytą.

Chcesz mieć szanujące się małżeństwo? Szanuj je. Chcesz, żeby panowała radość i spokój? Bądź ciepłym i czułym człowiekiem. Chcesz, żeby rodzina była ze sobą szczera? Mów prawdę, tylko i wyłącznie. Twoje kłamstwa zawsze wyjdą na jaw.

Koleś, nie bądź dzieckiem. Bierz wszystko na klatę i bądź odpowiedzialny za wasze życie. Nie jęcz, jak to jest źle. Słuchaj potrzeb swojej rodziny i działaj. Nie ma większego spełnienia w życiu, jak służenie jej.


I bez dziwnych wymówek, wszystko jest możliwe.  

czwartek, 16 lutego 2017

Ludzie! Czytajcie mnie! Warto?

Jeszcze dziesięć dni i minie pierwszy miesiąc mojej działalności na tym blogu. Nie ma sensu podawać tutaj liczby czytelników. Ważne, że ilość czytających sukcesywnie wzrasta i to mnie cieszy. Nie ma nic bardziej pocieszającego, jak świadomość, że to co robisz trafia do kogoś, zarazem talenty rozwijają się i nie idą na marne. Gdy odpalam platformę Bloger, na której oparty jest mój blog, z bananem na twarzy obserwuję statystki. Blog jest odwiedzany! Sukces!

Znajdą się cynicy, że taka mała ilość to żaden wyczyn, ale ja cieszę się z małych rzeczy. W końcu przyjdzie czas, że czytelników zacznie przybywać i przybywać. Wszystko to kwestia czasu. Jestem pewny siebie, a to dlatego, że jak już za coś się zabiorę to na poważnie. Dlatego staram się wciąż pisać i publikować nowe wpisy, żebyście mogli czytać coraz to nowsze teksty. Oczywiście, że są obowiązki praca, dom. Jednak udaje mi się znaleźć te klika chwil by pisać. Często pracuję tak, że pierwszego dnia napiszę tekst, a dopiero drugiego dnia przeredaguję go lub stwierdzę, że to nie nadaje się i piszę nowy. Staram się, aby teksty były dobrej jakości. Wiadomo, że cały czas uczę się.

Według mnie, by blog mógł w ogóle funkcjonować, to muszą na nim znajdować się co najmniej dwa nowe wpisy tygodniowo. Oczywiście byłoby lepiej, gdyby było więcej, ale to w przyszłości, gdy zajmę się tym w pełnym wymiarze godzin. Mam na myśli fakt, że nie będę musiał pracować na etacie, a zajmę się tylko blogowaniem oraz projektami związanymi ze stroną. Nie będę przed wami tego ukrywał, chcę zawodowo zajmować się blogowaniem i będę do tego dążył.

Będę naprawdę wdzięczny, jeżeli zostaniecie ze mną i będziecie śledzić mój rozwój. Z mojej strony mogę zaoferować wam ciekawe projekty, które powoli zaczynają kreować się w mojej głowie i już niedługo zajmę się ich realizacją.

Ustaliłem sobie również za cel, że w lipcu będę przenosił się na własną domenę oraz hosting. Bardzo fajnie jest tutaj na Blogerze. Przede wszystkim jest za darmo i całkiem nieźle funkcjonuje. Jednak to nie wystarcza, jeżeli chcę zająć się tym na poważnie. Na chwilę obecną profesjonalne polskie blogi są na wysokim poziomie. A zatem ja również nie mogę zbytnio odstawać. Przynajmniej w kwestii layout'u.

Blogosfera stała się moim konikiem. Lubię przeglądać inne portale i nawet nie wyobrażacie sobie ile blogów jest na wymarciu. Ostatni wpis był opublikowany rok temu bądź dawniej i nie rzadko jest to pierwszy, a zarazem ostatni tekst. Jest trochę bałaganu z tym, ale myślę, że nie ma co się tym przejmować. Takie widmo blogi powstają na skutek impulsu, a później brakuje już chęci do pisania nowych postów. We mnie ta idea długo dojrzewała i zapał do pracy nie minie tak szybko. A nawet jeżeli mi się danego dnia nie chce, to i tak piszę. Czekanie na wenę, to zgubne podejście do tworzenia. Najlepszą receptą jest po prostu usiąść i pisać. Po kilkunastu minutach nadchodzi nawał pomysłów i słów, a później wystarczy tylko redagować.

Zacząłem czytać książki o blogowaniu, jak i ogólnie o sztuce pisania. Jest to pomocne nie tylko w uzupełnieniu warsztatu, ale nawet jako pogłębienie mentalności pisarza/blogera. Bardzo istotną rolę odgrywa samo podejście autora do swojej pracy. Jest to temat na osobny wpis, ale w skrócie powiem wam, że na początku sporo trzeba powalczyć ze samym sobą, aby móc wpaść w tryb pisania. Poza tym wiele rzeczy wydaję się ciężkie w początkowym etapie, a później idzie coraz lepiej. A co przychodzi łatwo nie sprawia żadnej frajdy. Uwierzcie mi.


Tak więc staram się rozwijać jak najszybciej i pisać dla was coraz lepsze teksty. Z czasem zacznę wdrażać nowe projekty do mojego bloga i zacznie to wyglądać wszystko coraz to bardziej profesjonalnie. Oczywiście nieszablonowo :)

poniedziałek, 13 lutego 2017

Hej Polsko!

Wróciłem do Polski, tym razem na stałe. Projekt w Niemczech zakończył się z wielkim hukiem, a wraz z nim odleciała moja całkiem przyzwoita pensja. Mówi się trudno, rynek wciąż się zmienia to i projekty nie mogą trwać wiecznie. Jak teraz o tym myślę, to miałem wielkie szczęście, że załapałem się na te zlecenie. Wszystko to była gra przypadków, ale również szybkich decyzji i działań. Przez co poniosłem trochę kosztów, ale z kilkakrotnym zwrotem (naprawdę zwariowana historia). Co tu dużo pisać, cieszę się z tamtej delegacji, ponieważ podreperowaliśmy swoje finanse osobiste i bardzo dużo udało nam się odłożyć (mi i mojej narzeczonej). Podwójny sukces to taki, że udało nam się nie zapomnieć, że mamy cele i nie przetrwoniliśmy za dużo pieniędzy z myślą: „przecież zarabiamy więcej, możemy sobie pozwolić”. O nie! Na szczęście zdrowy rozsądek wygrał i mądrze operowaliśmy gotówką. Może nie w pełni było wszystko kontrolowane, ale efekt jest zadowalający. Najważniejsze jest to, że jesteśmy świadomi, że bardziej chodzi nam o to, żeby być, niżeli mieć. A im więcej gotówki uda nam się odłożyć na start, tym więcej czasu w przyszłości będziemy mogli poświęcić dla siebie i swoich pasji. Ot taka prosta kalkulacja :)

Za granicą postanowiłem unikać wszelkich fast food'ów i starałem się samemu gotować. Mimo, iż nie było zbytnio warunków do tego, to udało mi się zawsze coś wymyślić. Można? - można! Przy każdym zjeździe do domu robiłem większe zakupy spożywcze i kupowałem walutę w naszym kantorze, by móc ograniczyć płatności kartą. Chciałem uniknąć wszelkich prowizji naliczanych przy każdej takiej transakcji. Równie ciekawą inicjatywą jest to, że w Niemczech nawet butelki plastikowe mają kaucję (w moim regionie 0,25 €/szt.) co zmusza do ekologii, jak i uczy szacunku do pieniędzy. Możliwe, że ja to odbieram dwojako, ale bardzo podoba mi się taka inicjatywa. Super rozwiązanie dla problemów ze sortowaniem odpadów.

Moja partnerka wykonuje dużo rękodzieł zwłaszcza w formie dodatków do prezentów. Bardzo oryginalnie i bogato prezentują się takie upominki, a nie rzadko jest to praktyczny prezent. Ponad to dużo wykonuje ozdób do domu, dzięki czemu nasze mieszkanie wygląda bardzo przytulnie, a koszt takich akcji nie jest duży. Ostatnimi czasy postanowiła zrobić torebkę z makulatury czy biżuterię z innych materiałów, które wydawały się do niczego. Całe szczęście, że ma taki talent. Ja niestety mam dwie lewe ręce do takich rzeczy. Kiedyś nawet poprosiła mnie, żebym pomógł jej z jedną ozdobą. Gdy zobaczyła, jak idą mi prace, od razu zmieniła zdanie! Do dzisiaj się z tego śmiejemy. Również zrezygnowała z usług kosmetyczki i kupiła sobie akcesoria do malowania paznokci (lampę, żele itp.). Nie dość, że sama oszczędza na tym, to jeszcze zarabia, ponieważ koleżanki zaczęły u niej robić sobie paznokcie.

I tak sobie radzimy, bardzo się cieszę, że moja dziewczyna jest bardzo pomysłowa i kreatywna. Nasze charaktery są bardzo odmienne, ale dzięki temu fajnie się uzupełniamy i tworzymy ciekawy duet. Z taką kobietą można wiele zdziałać, a satysfakcja, że oboje coś tworzymy jest podwójna!

Życzę wam, abyście te walentynki mogli również spędzić z osobami, które bardzo kochacie. Życie w rozłące jest bardzo ciężkie. Zwłaszcza, gdy zmusza nas do tego sytuacja materialna w domu. Powiem wam, że bardzo łatwo się przyzwyczaić do większych pensji, a później powrót do kraju jest ciężki. Przed wyjazdem warto ustalić sobie próg czasowy. Rok, dwa lub więcej, w zależności od potrzeb, ale warto to zrobić, bo czas bardzo szybko ucieka. Chyba nikt nie chce stracić zbyt wiele czasu ze swoją rodziną. Dzieci tak szybko rosną, a ich dzieciństwo nigdy nie wróci. Pamiętajcie, że zawsze jest jakieś rozwiązanie.


A co jest dla was najważniejsze w życiu?

czwartek, 9 lutego 2017

Dlaczego w moim życiu nic się nie zmienia?

W czasie szkoły średniej robiłem kurs prawa jazdy, gdzie poznałem Łukasza. Opowiadał mi, że przez ostatnie trzy lata jeździł w każde wakacje na zbiory truskawek w Holandii. Praca nie była lekka, ale całkiem nieźle płatna, jak na młodego człowieka wystarczało w zupełności. Streścił mi jak to wszystko dokładnie wyglądało i podał kontakt do właścicieli gospodarstwa. Byłem strasznie nakręcony na ten wyjazd i chciałem bardzo tam jechać, żeby zarobić na swoje pierwsze auto. Marzył mi się wtedy VW Passat. Od razu zacząłem liczyć ile zarobię, ile czasu tam będę. Zacząłem wyobrażać sobie, jak to będzie fajnie oraz ile kasy to zarobię. Właściciele chętnie zgodzili się na mój przyjazd i pracę. Zbliżała się data wyjazdu, a ja nie wykonałem żadnych przygotowań ani czynności związanych z wyjazdem. I wiecie co zrobiłem? Jak każdy reaktywny człowiek, machnąłem ręką i znalazłem głupią wymówkę. Tak pożegnałem się z pieniędzmi i wymarzonym passatem. Na szczęście było to bardzo dawno temu i polepszyło się u mnie z tym głupim nawykiem.

Ile takich okazji przelatuje nam koło nosa? Możliwe, że początkowo nawet zwrócą naszą uwagę na siebie, ale ile razy znajdujemy głupie wymówki by po prostu zrezygnować. Od dzisiaj mówimy nie! Załóżmy, że wiemy czego chcemy i mamy założone cele krótko i długoterminowe dotyczące naszego życia. Jednak same planowanie i rozmyślanie nie sprawi, że tak się stanie. Owszem dobrze ułożony plan to połowa sukcesu, ale nie można zapomnieć o działaniu. Czyli konkretnych czynnościach prowadzących nas do celu. Jest to element bez którego nic się nie zmieni w naszym życiu.


Niestety nie dam rady przesuwać rzeczy myślami więc muszę ruszyć do tego tyłek. Nawet jeżeli mam w głowie całą historię, to dopiero sprzedam książkę, gdy ją napiszę i przeredaguję. Nic samo się nie zrobi, a maksymy i czcza paplanina są puste bez konkretnych przykładów stosowania tych wywodów. Brian Tracy w swojej książce pisze, że człowiek ma w sobie dwa mechanizmy. Sukcesu i porażki. Mechanizm porażki powoduje, że człowiek działa po najmniejszej linii oporu, bez zastanawiania się nad długofalowymi konsekwencjami wykonywanych działań. Ten mechanizm działa automatycznie 24/7. Dostrzegasz w sobie coś z tych cech?

Ty jesteś wehikułem. Cele i plany są twoją mapą. A działanie jest twoim napędem. Rozumiesz? Te trzy elementy muszą współgrać, żebyś w ogóle ruszył. To jest logiczne, ale wielu ludzi nie zdaje sobie z tego sprawę. Poważnie. Na pewno spotkaliście w swoim życiu osoby, które często narzekają na niską pensję oraz jak to byłoby dobrze zarabiać pięćset złotych więcej. A czy ci ludzie zrobili cokolwiek aby to zmienić? Innym przykładem są ludzie, którzy słuchają ciekawych przemówień, cytują ludzi sukcesu, ale na tym się kończy.

Mój przyjaciel wysyłał mi ostatnimi czasy bardzo ciekawe linki do artykułów dotyczących rozwoju osobistego i pisał mądre rzeczy. Szczerze pomyślałem, że facet wziął się za siebie i swoje życie. Z dobrym nastawieniem postanowiłem go odwiedzić i z nim porozmawiać. W rzeczywistości niestety nie było tak fajnie, jak się na to zapowiadało. Nie ukrywam, że było trochę cienko z nim i więcej nie chcę pisać na ten temat. Mam nadzieję, że czytasz to stary i wyciągniesz coś z tego!

Internet jest pełen treści motywacyjnych, które potrafią dać kopa, ale bez działania to na nic się nie zda. Bardzo dobrze jest pogłębiać swoją wiedzę i upewniać się co się chce robić w życiu. Ale jak można być tego pewnym w stu procentach, jeżeli nie zacznie się tego robić? Niektórzy marnują w ten sposób swoją edukację, ponieważ uczą się przedmiotów nie wiedząc jakie ma to zastosowanie w życiu. A nie da rady dowiedzieć się tego póki nie poeksperymentuje się w rzeczywistości. Mam na myśli, że studia na kierunku graficznym mogą się wydawać fajne, ale jeżeli wcześniej nie spróbujesz pracy na programach graficznych, to później może być niemiłe zaskoczenie, że to jednak nie to. Mamy możliwość wyboru więc warto przemyśleć i przetestować różne możliwości zanim coś się wybierze. A gdy wpadniemy na naszego konika, to do dzieła! Działajmy i to nie tylko tak, jak w programie. Pracujmy ponad programowo. Doskonale wiadomo, że nie wszyscy nauczyciele są ambitni dlatego sami stawiajmy sobie poprzeczkę i codziennie róbmy coś w danym kierunku. Po co obwiniać innych, że słabo nas czegoś nauczyli skoro możemy sami to nadrobić, a nawet przewyższyć. A to już jest wyczyn.

Żyjąc w erze informacji mamy niesamowity dostęp do wiedzy i wszelkich nowości. Jesteśmy farciarzami, że żyjemy w takich czasach. Ale nie zapominajmy, że bez konkretnych działań wszelkie te informację przepadną i nic w naszym życiu się nie zmieni.


Jeżeli macie również jakieś przemyślenia na ten temat, to nie zapomnijcie napisać o tym w komentarzach :)

wtorek, 7 lutego 2017

A Ty jaką jesteś czekoladką?

Przeprowadziłem bardzo ciekawą i przypadkową rozmowę z Tomaszem K. Kierowcą znalezionym w serwisie Bla Bla Car. Był to naprawdę dobry kompan do rozmowy, z ciekawym doświadczeniem. Przedsiębiorczy człowiek, który od młodych lat próbuje dorobić się sukcesu. Miał kilka biznesów za sobą i obecnie ma firmę jednoosobową w Berlinie. Pracuje przy wykończeniach wnętrz (malowanie, szpachlowanie itp.). Tak, przedsiębiorczość w wersji 1.0. Jednak bardzo doceniam takich ludzi, ponieważ nie narzekają na swój los tylko działają, żeby go zmienić. Tak, to nazywa się proaktywność. Opowiem wam po trochu o czym rozmawialiśmy.


Działaj. Rób cokolwiek. Szkoda twojego czasu na obijanie się. Wszystko w życiu Ci się przyda.



Racja. Nic się w moim życiu nie zmieni gdy będę oglądał za dużo telewizji. Jedynie co, to przybędzie mi kilogramów. Chyba, że będę oglądał programy naukowe na rowerku stacjonarnym. (To jest myśl!) A tak na poważnie, żeby była reakcja musi najpierw być akcja. To jest naturalne prawo i tego nikt nie zmieni. Jeżeli marzysz o pewnej rzeczy bądź stanie, np. o większej pensji. To jest to reakcja, skutek. A poprzedzać to musi akcja, działanie. To jest logiczne, jak na roli. Co zasiejesz, to zbierzesz. Dzięki Tomkowi przypomniałem sobie o tym. Uświadomiłem to sobie ponownie. Także, działamy :)


Myśl.


No właśnie. Tomek wspominał, że wszędzie są okazje. Opowiadał mi o tym, jak lata temu pracował na etacie za granicą i pewnego razu wypatrzył giełdę używanych mebli i obrazów. Gdy wrócił do Polski kupił starą T4 i w długą! Biznes utrzymał się dwa lata. Przyznał, że czegoś zabrakło, ale było to dla niego cenne doświadczenie. Życie daje nam przeróżne okazje i należy tylko otworzyć swój umysł. "Następny interes do zrobienia jest tuż za rogiem.” 


Pracuj uczciwie.



O tym nie można zapomnieć. Oszustwa i kłamstwa na nic się nie zdają, ponieważ klienci oraz twoi pracownicy szybko to wychwycą i nie będą chcieli współpracować. Nie polecam żyć z zaburzoną spójnością wewnętrzną. Wszelkie problemy życiowe i psychiczne rodzą się właśnie z problemów związanych z uczciwością względem siebie. Nie wierzysz? Sprawdź to! Jeżeli zdarza się Tobie permanentnie oszukiwać bądź kłamać. Odpowiedz sobie szczerze, jak się czujesz? Jak wygląda twoje życie? Czy czegoś ci brakuje? Daj sobie chwilę na to. A następnie zrób mały eksperyment i żyj zgodnie z prawdą. Na początku może być ciężko, ale sprawdź jak się z tym czujesz. Jakie są relacje z innymi. Polecam wypróbować na sobie takie małe badanie, efekty mogą być zaskakujące, a koszt przedsięwzięcia niewielki. I uwierzcie mi. Każde kłamstwo wyjdzie na jaw. Prędzej czy później.


Zbieraj kontakty.

Rozmawialiśmy o tym, że warto być otwartym na ludzi i poznawać ich inny punkt widzenia, który często jest odmienny od naszego. Każdy człowiek ma wartość i wiedzę, której kiedyś możesz potrzebować więc warto słuchać innych by móc dowiedzieć się czegoś nowego. Nie namawiam do ślepej wiary we wszystko w co usłyszymy. Jakąkolwiek informację należy filtrować przez swój umysł. Ile ludzi tyle idei.

Poza tym nigdy nie wiesz w jakiej będziesz sytuacji, a warto znać ludzi, którzy mogą Ci pomóc bądź doradzą w potrzebie i na odwrót. Pomagając innym zyskujesz satysfakcję i przyjaźń innych. A już na pewno, gdy wysłuchasz mówcę ze szczerą empatią.


Tu stówka, tu stówka.



Rozmawialiśmy o tym jak zacząć z biznesem. Od razu kokosów nie będzie, to na pewno. Zaczyna się od małych kroczków. Pomału do przodu, aż wskoczysz na wysokie obroty. Nie można zapomnieć, że tego trzeba się nauczyć. Warto próbować. Trochę tu, trochę tu i rozwijać się. Wdrażać to coraz nowsze projekty i ukierunkować się w tym co na pewno zadziała.


W rodzinie jest siła.

No i na koniec mój ulubiony temat.
Rodzina jest dla mnie najważniejsza, tak samo dla Tomka. Oboje jesteśmy daleko od niej, ale wszystko co robimy to z myślą dla niej. Ciągle do niej wracamy i kierujemy się nią w życiu. Nikt, ani nic nie zastąpi Ci rodziny. Żadne pieniądze, kumple czy przyjemności. Kocham moją rodzinę i uwielbiam jej służyć. To daje mi takiego kopa i dolewa tak wysoko oktanowego paliwa życiowego, że chwilami czuję się niezniszczalny. Poważnie.


To na tyle. Bardzo chciałem podzielić się naszą luźną rozmową podczas podróży do Gorzowa Wlkp, ponieważ miło jest spotkać ludzi którzy nadają na tych samych falach i przedstawiają podobne wartości oraz zasady. Zwłaszcza, gdy takie rzeczy dzieją się przypadkiem. To była naprawdę ciekawa podróż, a niesamowite jest to, że po kilku minutach wskoczyliśmy w świetną konwersację. Mimo, że trwała zaledwie trzy godziny.







Życie jest jak pudełko czekoladek; nigdy nie wiesz, na co trafisz...

Zaskakujące kogo w życiu można spotkać. Dla mnie jest to fascynujące, że życie jest takie nieprzewidywalne. Czasami pozytywne, czasami trochę gorzej, ale wszystko w życiu się przydaje. Każde doświadczenie coś wnosi do twojego wnętrza, a to od Ciebie zależy jak to przetrawisz.

Jeżeli spodobał wam się wpis, to dajcie znać o tym w komentarzu :)

sobota, 4 lutego 2017

Jak nie idzie, jak idzie. Trening i motywacja. Co się dzieje?

Ostatnimi czasy pracuję w delegacji więc moje zarobki trochę się powiększyły. Niestety kosztem warunków mieszkalnych i niektórych innych aspektów społecznych. Wygląda to tak, że firma wynajęła nam hotel o znikomej ilości gwiazdek. Jednak nie mogę narzekać, ponieważ mam gdzie spać i można się wykąpać. Nie jestem wybrednym człowiekiem, ale mam kilka swoich przyzwyczajeń, które dają się we znaki.

Po kilku tygodniach odczuwam braki, przede wszystkim w dostępie do kuchni. Ze względu na Pana Michała stałem się maniakiem oszczędzania i staram się nie spędzać każdego popołudniowego obiadu w restauracji. Co spowodowało, że nauczyłem się gotować i bardzo mi się to spodobało. Niestety tutaj nie mam takiej możliwości. Na razie jakoś sobie radzę, nie umieram z głodu.

Jednak nie o niedogodnościach życia będzie ten wpis, ponieważ z tym sobie radzę i zaczyna sprawiać mi to frajdę, wiecie, taki miejski survival. Chcę poruszyć temat dbania o formę fizyczną, bo tutaj może być trochę pseudo przeszkód. W Niemczech większość klubów fitness wprowadziło abonamenty minimum półroczne co nie do końca odpowiada moim realiom. Moja delegacja jest zakontraktowana na czas nie określony czyli może skończyć się za tydzień lub za pół roku. Licho wie! Nie mogę sobie pozwolić na takie straty. Wyobraźcie sobie, że właśnie wykupiłem karnet na pół roku i całkiem niedługo później otrzymuje e-mail o zakończeniu projektu w Niemczech. O nie, tak to nie może być, ja wolę zapobiegać niż leczyć.

Bardzo lubię sport, zwłaszcza ćwiczenia fizyczne. Wcześniej boksowałem lub grałem w rugby.. Po przeprowadzce za granicę trochę zacząłem się zastanawiać, jak rozwiązać ten problem. I po kilku dniach stwierdziłem, że nie potrzebuję siłowni, żeby móc dbać o formę! Nie kwestionuję tego, że ćwiczenia na profesjonalnym sprzęcie dają lepsze efekty, ale mówimy tutaj o braku warunków i ograniczeniach czasowych. Tak postanowiłem, że do utrzymania się w dobrej kondycji wykorzystam to co mam, czyli wszystko dookoła.

Przede wszystkim zwiększyłem ilość ćwiczeń cardio. Tereny na których obecnie przebywam są górzyste, z licznymi parkami i schodami. Chyba więcej nie muszę tłumaczyć. Oglądaliście filmy z Rockim Balboa i jego biegi po schodach? Oh tak! Trzy razy w tygodniu biegam po górzystych terenach i kilka razy zaliczam schody. Trening z rozgrzewką trwa około godziny. Nie jest łatwo, ale od razu zauważyłem, że jestem bardziej dotleniony co skutkowało lepszym snem, zwiększoną energią i „napompowaniem” krwi do mięśni.


A co w przypadku, gdy komuś zależy na zwiększeniu masy mięśniowej? Bieganie raczej tego nie załatwi.

Tu przychodzi z pomocą strona, w której znajdują się treningi, które doprowadzą do umiejętności wykonania stu pompek w jednej serii! Strona i programy są całkowicie darmowe. Treningi są ułożone w taki sposób, że nie ważne jest ile jesteś w stanie wykonać pompek. Osoba, która potrafi wykonać tylko dwa powtórzenia ma możliwość osiągnięcia herkulesowych stu powtórzeń. I to w kilka miesięcy. Poważnie!

Będąc w podstawówce trenowałem boks. Mając 11 lat było ciężko mi zrobić kilkanaście pompek. Trener zauważył to i powiedział mi rzecz, którą zapamiętałem do końca życia: „Słuchaj, nie przejmuj się. Zróbmy taki test. Przez miesiąc, gdy wstaniesz będziesz robił pompki. Zrobisz dwie, to nic. Następnego dnia budzisz się i robisz kolejny raz dwie. Następnie próbujesz więcej i więcej. Po miesiącu zrobisz trzy razy tyle. Pamiętaj, małymi krokami osiągniesz cel.” I tak robiłem, z czasem wykonywałem po czterdzieści pompek. Oczywiście nie w podstawówce, tylko już będąc w gimnazjum :)

To doświadczenie pomogło mi zrozumieć, że każdy cel jest możliwy do osiągnięcia. Małymi, systematycznymi krokami można osiągać wielkie rzeczy. Uwierzcie mi, że program stu pompek działa (na pewno u mężczyzn). Polecam wam zaznajomić się z tą stroną i spróbować. Lepiej ćwiczyć w ten sposób niż wcale. Ten program ma jeszcze jedną zaletę, a mam na myśli czas. Treningi wykonuje się bardzo szybko, za każdym razem z coraz to większą liczbą powtórzeń. Obecnie suma wszystkich serii to 150 pompek. Jak kończę trening to padam na łóżko. Nawet nie wyobrażacie sobie jak ramiona są obolałe! A to oznacza, że trening jest bardzo dobrze ułożony. Jak to mówią: No pain, no gain.

Ten rodzaj ćwiczeń bardzo dobrze rozwija mięśnie klatki piersiowej, ramion, barków i mięśni brzucha. Czyli te partie, które nadają charakteru naszej sylwetce. Jestem już prawie w połowie tego programu i muszę wam przyznać, że efekty są ogromne. Cała góra uległa poprawie i dodając do tego trening cardio wszystko bardzo dobrze się uzupełnia. Pompki wykonuje trzy lub cztery razy w tygodniu. Do tego raz w tygodniu wykonuję serię ćwiczeń na brzuch.

Tak zaprogramowany tydzień w zupełności wystarcza do utrzymania, a nawet poprawienia swojej formy fizycznej. Do tego odpowiednia dieta i sukces gwarantowany. Nie wspominając o komforcie psychicznym, jakim jest pozytywne zmęczenie po treningu. Ćwiczenia fizyczne rozluźniają mnie o wiele bardziej niż inne rozrywki. Dodają mi pewności siebie i wspomagają w pracy zawodowej. Po prostu mój umysł lepiej pracuje.

Jeżeli chcesz czegoś więcej od życia, a ciągle znajdujesz głupie wymówki. To jest tylko jedna rada: Rusz tyłek! W Polsce mam kolegę, który jest niepełnosprawny i trenuje na siłowni. Gdy widzę tego chłopaka to swoją osobą udowadnia mi, że nie ma rzeczy niemożliwych. Poza tym opierać swój sukces na motywacji to niezbyt solidny fundament.

Czy ci się chce, czy nie chce, po prostu DZIAŁAJ - to jest sprawdzony sposób :)


Jeżeli macie jakieś inne ciekawe strony z ćwiczeniami, to podzielcie się nimi w komentarzach.


piątek, 3 lutego 2017

Rework celów - warto przemyśleć i trochę przerobić postanowienia noworoczne

To już trzeci temat, który piszę, ponieważ pozostałe nie nadawały się nawet do przeredagowania. Bardzo dziwne. Jednak czułem, że nie idzie mi tak jak na początku, a na pewno nie bez powodu. Być może dlatego, że w firmie w której pracuję zachodzą pewne zmiany, które nie koniecznie są dla mnie dobre, przez co może trochę wybili mnie z rytmu pisania. Jednak nie na tyle, żeby całkowicie porzucić prowadzenie tego bloga. Ha! Nie dam się.

Z drugiej strony, być może, brakowało mi konkretnych postanowień co do tego bloga i szedłem trochę na oślep. Trochę myślałem (a nawet więcej niż trochę!) i postanowiłem, że będę pisał tutaj na platformie Blogger przez pół roku, a po tym czasie przeprowadzę analizę. W zależności od wyników, albo będę przenosił się na własną domenę, albo będę próbował pisać w innej tematyce. Przede wszystkim chcę zobaczyć jak pójdzie pogodzenie etatu z blogowaniem. Obecnie jest dobrze, ale niedługo zacznę dwunastogodzinne zmiany i tutaj może być hardcore! Będę starał się, żeby chociaż wystawić minimalnie dwa wpisy w tygodniu. Kolejną sprawą są czytelnicy. Bardzo chciałbym ujrzeć za pół roku, że posiadam fajne grono czytelników dla których mogę pisać. I ostatnia sprawa, to tematyka. Znając mnie tematów będzie wiele, jednak warto by było konkretnie się określić. 

I to tyle w ramach przemyśleń. Nie ma co za dużo główkować, tylko trzeba działać. Wpis sam się nie napisze, a to jest tutaj najważniejsze. Tworzyć, tworzyć i jeszcze raz tworzyć. Dla was, dla moich czytelników :)



Gdy wczoraj przeczytałem komentarz jednego forumowicza, to zamarłem. „... lepiej być malarzem czy pędzlem malarza?”. Dyskusja tyczyła się pracy na etacie czy we własnej działalności gospodarczej. Tymi sześcioma słowami trafił prosto w moje serce. Odkąd skończyłem szkołę myślałem o własnej firmie, jednak wiele rzeczy odrzucało mnie od tego. Teraz, jak przeczytałem te słowa i słuchałem podcastu Michała Szafrańskiego wiem, że chcę pracować na własny rachunek. Też chcę być blogerem, który będzie prowadził go w pełnym wymiarze i mógł z niego się utrzymywać. Bardzo chcę dojść do takiego stanu i będę robił wszystko, żeby to się udało.

Będę naprawdę szczęśliwy, jak będziecie ze mną śledzić moje postępy w prowadzeniu tego bloga. No i będę arcy-prze-szczęśliwy, jeżeli będzie wam to sprawiać frajdę.



Tak myślę, że dopiero teraz zdefiniowałem na poważnie swoje postanowienie noworoczne :) A jak wasze cele na ten rok? Opowiedzcie o tym w swoich komentarzach.

poniedziałek, 30 stycznia 2017

Jak rzucić palenie? Metoda, która działa!

Gdyby zwrócić uwagę na ludzi palących wśród nas, to liczba ta wcale nie zmniejsza się. W parku, w pracy, na imprezie wszędzie znajdziesz ludzi lubiących puszczać dymka. Papierowa tutka z zielskiem rujnuje zdrowie, urodę, skraca życie i bardzo mocno bije w budżet palaczy. Jak byli tak są. Ten straszny nałóg tak bardzo mocno zakorzenił się w ludzkim społeczeństwie, że będzie bardzo ciężko pozbyć się go. Za sprawą Unii Europejskiej rząd wprowadził zdjęcia odstraszające na paczkach papierosów. Od 1 marca na każdym opakowaniu ma być zdjęcie nakłaniające do rzucenia nałogu. W Niemczech jest to już od dawna, mnie na widok tych zdjęć wzdryga, jednak nie wiem, jaka jest reakcja innych i czy to zadziała. Statystyki pokażą.

Osoby uzależnione od nikotyny są, jak więźniowie w San Quentin. Wcześniej czy później zdają sobie sprawę, że są w złej sytuacji i postanawiają wyjść z tego. Niektórym przychodzi to z łatwością, lecz większość jest w gorszej sytuacji. Rzucenie palenia nie jest takie łatwe, jak się wydawało. Noworoczne postanowienie na zmianę stylu życia musi się wypełnić więc do dzieła! Mija kilka dni i powracają do nałogu. Czujecie tę frustrację w powietrzu? Chcę, ale nie mogę. Przegrałem. Uzależniony zdaje sobie sprawę, że traci bardzo wiele. Psychicznie i fizycznie czuje się coraz gorzej. Całonocny kaszel i uciekające pieniądze z portfela wprawiają w konsternację. Próbujesz rzucić kolejny raz, i jeszcze raz. Dalej porażka. Tak to mniej więcej wygląda, u jednych lepiej, a u drugich prawdopodobnie jeszcze gorzej.




To wszystko jest takie skomplikowane, ponieważ uzależnienie nikotynowe jest uzależnieniem narkotykowym! Oglądaliście film pt. „Reqium for a dream”? Jeżeli nie to bardzo polecam. Widzieliście, jak młodzi ludzie bardzo szybko uzależnili się od heroiny? Proces uzależnienia był tam bardziej skomplikowany, ponieważ zaczynali od „lekkich dragów”, jednak to heroina zapieczętowała wszystko. Naukowo zostało udowodnione, iż nikotyna uzależnia o wiele szybciej niż kokaina, heroina, amfetamina czy marihuana. W zależności od podatności organizmu na uzależnienie, może wystarczyć jeden papieros by popaść w nałóg. Jest to tak błyskawicznie rozprowadzający się narkotyk, że człowiek nie jest w stanie spostrzec, jak szybko wpadł w jego szpony. 




Czy jest coś dobrego w papierosie? W żadnym wypadku. Jeżeli palacz uważa, że papieros go uspokaja, to niech w duchu zastanowi się, czy tak naprawdę nie musi uspokajać się ze względu na brak nikotyny w organizmie i nie nakręca tego błędnego koła. Uważam, że głód nikotynowy jest powodem tych wszystkich nerwowych sytuacji. Jeszcze jednym argumentem, który często słyszę od palących to ten, że lubią palić. Powiedzcie mi, co fajnego jest we wciąganiu toksycznego dymu, który dusi twój organizm i pozbawia go tlenu? Skutkiem tego jest uczucie senności i brak siły (nie wspominając o wszelkich innych skutkach zdrowotnych wprowadzania cyjanowodoru i i innych pierwiastków do organizmu). Przypomnijcie sobie czasy przed paleniem, pamiętacie tę siłę i nieskończoną energie do życia? Uprzedzając czyjś zarzut: Obecna senność i znużenie, to nie efekt starzenia się tylko trucia się dymem papierosowym.

Dla tych, których gumy, plastry i inne nie pomogły, jest jeszcze jedna metoda. Być może słyszeliście o niej, ale z różnych powodów nie spróbowaliście. Jest ona bardzo skuteczna, ponieważ 95% pacjentów, którzy podjęli się pełnego leczenia, rzuciło palenie. Metoda nazywa się Easyway®, a wymyślił ją Allen Carr, który po 30 latach palenia kilku paczek papierosów dziennie rzucił papierosy, tworząc nową metodę. Po tym radosnym wydarzeniu postanowił uleczyć cały świat. Utworzył swoje kliniki w 30 krajach, które stosują metodę Easyway®. W Polsce również znajduje się ta klinika. Dla osób, które nie mogą sobie pozwolić na kurację, są dostępne książki, do których znajdziecie link pod wpisem. Książka jest bardzo skuteczna, polecam wam ją z szczerego serca, ponieważ sam jej użyłem do rzucenia palenia.

Mam nadzieję, że udało mi się nakłonić choć jedną osobę do próby pokonania nałogu. Jeżeli tak, to proszę napiszcie o tym w komentarzu. Będzie to dla mnie zastrzyk motywacji do pisania.

Jeśli macie inne rady, jak rzucić palenie, to podzielcie się z nami tym również.

Link do strony kliniki i książek Allen'a Carr'a:




I taka mała motywacja od klubu Barcelony:


niedziela, 29 stycznia 2017

Tajemniczy dom z wieżyczką, w którym działy się straszne rzeczy

Miewacie w swoim życiu momenty kiedy trafiacie w pewne miejsce i czujecie się jakbyście znaleźli się w historii, którą niedawno przeczytaliście? Widzę budynek, który idealnie pasuje do opisu ze świetnej powieści i otacza mnie aura tego miejsca. Zaczynam przypominać sobie wszystkie te sceny i postacie, z którymi przeżyłem niesamowite emocje. Dochodzi nawet do tego, że wcielam się w którąś z ról i oczyma wyobraźni rozgrywam scenariusz z lat trzydziestych minionego wieku.

Byłem ostatnio na spacerze, ze znajomymi w miejscowości Karlsruhe w Niemczech, gdzie chcieliśmy znaleźć restaurację, żeby spędzić resztę dnia. Przechodziliśmy przez dzielnicę domków jednorodzinnych i ku moim oczom rzucił się oto ten dom z wieżyczką.


Od razu poczułem się, jak w książce „Gra anioła” Carlosa Ruiza Zafona. Czułem się, jakby przeniesiony w przeszłość. Widziałem tę całą historię Davida Martina związaną z przeklętym domem z wieżyczką. Oczami wyobraźni dostrzegłem jak siedzi w tej wieży i słucha szeptów Barcelony, która zdradza swoją historię i pomaga mu tworzyć swe powieści. Z uśmiechem na twarzy przypomniałem sobie jego przezabawne dialogi z Izabellą. Czy chwilę grozy po odkryciu tajemnicy w...


Ta magia jest dostępna tylko w książkach. Żaden film nie jest w stanie wywołać takiego poruszenia w człowieku na widok cudzego domu. To był naprawdę udany spacer, który zaowocował świetnymi przeżyciami. Zachęcam was do przeczytania „Gry Anioła”, jak i pierwszej części pt. „Cień Wiatru”. Są to świetne historie gotyckie związane z dwudziestowieczną Barceloną i jej sekretami. W powieściach znajdziecie mnóstwo intryg, zagadek, romansów i ekscytujących emocji podczas lektury. Jest jeszcze trzecia część „Więzień nieba”, która jest również warta przeczytania. Nie chcę wam niepotrzebnie jej streszczać, bo najlepsze przed wami. A szczerze mówiąc bardzo wam zazdroszczę, ponieważ sam chciałbym przeżyć to jeszcze raz na nowo!


Podczas tej przechadzki myślałem o jeszcze jednej kwestii, z którą bardzo chciałbym się w wami podzielić. Kiedyś ludzie walczyli o to, żeby każdy mógł kształcić się za darmo i każdy miał dostęp do wiedzy. Z czym wiąże się dostęp do bibliotek i wszelkich książek. Społeczeństwo domagało się tego, ponieważ doceniali to i wiedzieli, że jest to wyjątkowe. I tak, jak większość się tego domagała, tak teraz większość to olewa. Z raportu na 2015 rok wynika, że tylko 37% Polaków przez rok przeczytało jedną książkę. Reszta populacji, nie miała czasu, żeby nakarmić umysł. Naprawdę smutne. Uważam, że czytanie jest bardzo dobre, ponieważ rozwija człowieka i daje mu świetną rozrywkę. Prawda, że filmy są inspirujące i pouczające, ale więcej wyciągniesz z tego co czytasz. Gdy Biblioteka Narodowa opublikuję nowy raport na rok 2016 przygotuję obszerniejszy wpis na ten temat. Nie odpuszczę i będę o tym pisał, może zachęcę kogoś do kilku ciekawych książek.



A może wy przeczytaliście książki, które były przełomowe w waszym życiu? Podzielcie się tytułami w komentarzach :)

sobota, 28 stycznia 2017

Jak nie wpaść w depresję? Jak kontrolować złość? Decyduj o swoich uczuciach!

Codziennie spotykamy się z przeróżnymi sytuacjami w życiu. Jedne są tak drobne, że ledwo je zauważamy, inne są tak ekstremalne, że uderzają nas w twarz z taką siłą, że ciężko pozbierać się po takim uderzeniu. Uważam, że nie ma sensu, żebym podawał listę konkretnych przykładów. Każdy z Was miał przeróżne sytuacje w życiu z którymi musieliście sobie radzić, a jak wielu jest ludzi, tak wiele reakcji na poszczególne incydenty.

Jak to się dzieje, że zwalniając dwie osoby z działu marketingu, które obejmowały te same równoległe stanowiska, po usłyszeniu odprawy jedna wzruszyła ramionami, a druga popadła niemal w depresję? Obojgu równie zależało na pracy, gdyż byli świeżo upieczonymi studentami. Dlaczego oboje postąpili tak odmiennie? Dlaczego dla jednych potrafimy być mili, a dla drugich nie starcza nam cierpliwości?

Drodzy czytelnicy, jesteśmy istotami, które mają wolną wolę. Mamy samoświadomość tego co robimy, myślimy i jak możemy widzieć dany problem. Dzięki czemu pomiędzy bodźcem, a reakcją pozostaje nam świadoma decyzja do podjęcia. To my decydujemy, czy zwolnienie z pracy nas poruszy czy po prostu poszukamy zatrudnienia gdzie indziej. Decydujemy czy rozstanie się z partnerem sprawi, że zablokujemy się na miłość, czy potraktujemy je jako naukę, bądź nowe doświadczenie. Decydujemy czy damy opętać się ślepej miłości, gdy nasza druga połówka będzie nas toksycznie ranić, albo od razu pojmiemy w czym rzecz i szybko to skończymy

Chciałbym, abyście dobrze mnie zrozumieli. Nikt, ale to nikt nie jest w stanie was obrazić, dopóki na to nie pozwolicie. Są osoby, które obrażają się o drobiazgi oraz takie, które pozostaną niewzruszone słysząc obelgi w ich stronę. Człowiek osobiście decyduje, czy w danej sytuacji zachowa się przyzwoicie lub nieprzyzwoicie. Czyli nie boli was to, że współpracownik wyzwał was od głupków, tylko boli was to jak przyjęliście te słowa. Na przykład obrazą, płaczem, poruszeniem lub wszystkim po trochu. Niektórzy po usłyszeniu takich słów popadają w taką nienawiść, że są zdolni zwolnić się z pracy. Uczucie, które wywołujemy na dany bodziec może być bolesne, ale czy musi? A gdyby tak zareagować śmiechem, radością lub nawet miłością? Następnym razem, gdy dojdzie do takiej sytuacji uśmiechnij się w sercu, zareaguj inaczej. Kontroluj swoje uczucia i nie daj pochłonąć się destrukcyjnym myślom. Uwierz mi, że zauważysz oszałamiająco wielką różnicę. Zaryzykuj, co Ci szkodzi.

To, że reagujemy agresywnie w stresujących sytuacjach może być spowodowane naszym charakterem, sytuacjami przeżytymi w dzieciństwie, bądź środowiskiem, które tak na nas wpływa. Nie na darmo mówią: „agresja rodzi agresję” lub „jesteś sumą pięciu znajomych z którymi przebywasz”. Prawda, ale będąc istotami wolnymi i samoświadomymi mamy możliwość zmiany reakcji. Posiadamy wolną wolę do decydowania, jak będziemy postępować oraz jak zachowamy się, gdy nasze dziecko coś zbroi. Jeżeli zdarza Ci się krzyczeć na nie, to następnym razem użyj swojej świadomości i zdecyduj, aby zachować się inaczej. Brzmi banalnie, ale obejrzyj i przeanalizuj skutki twojego niezwykłego zachowania. Jak twoje dziecko się zareaguje? Czy nie wpłynie to pozytywnie na wasze relacje? To może wydawać się dziwne, a wręcz niezrozumiałe, ale proszę zastanówcie się nad taką możliwością.



Może być ciężko, zwłaszcza kiedy staniemy w sytuacji, gdy atakuje nas ktoś i stara się zburzyć nasz autorytet. Albo nasze dziecko nie słucha naszych rad i nalegań. W takich sytuacjach możemy zareagować naprawdę przeróżnie. Paleta reakcji jest rozmaita, jednak to ty sam decydujesz jak się zachowasz i nie zapomnij o tym, że zawsze masz wybór i to czyni cię wolnym człowiekiem. Nasz charakter jest wyrzeźbiony przez czynniki genetyczne, psychologiczne i środowiskowe, ale można to zmienić dzięki zaangażowanej i ciągłej pracy nad sobą. Może być ciężko, zależy nad czym musisz popracować, ale skutki tego będą kosmiczne. Gwarantuję.


Sytuacje są przeróżne, sam najlepiej wiesz drogi czytelniku, jakie wydarzenia są dla ciebie najgorsze. Aby móc się do nich przygotować wyobraź sobie daną sytuację i przypomnij sobie, jak się zachowałeś w tamtej chwili. Co wtedy czułeś? Postaraj wywołać w sobie to uczucie. Jest to złość, która gotuję się w tobie? Płacz? Smutek? Strach? Czujesz to teraz? Weź głęboki oddech. Kilkakrotnie. Wyobraź sobie inną reakcję. Uśmiechasz się. Odpowiadasz spokojnie: „Nie przejmuj się synku, uważaj, żeby nic Ci się nie stało.” albo: „Kochanie, czy ta kłótnia ma sens? Masz rację, nie powinienem tak robić. Nie kłóćmy się.”


Sami widzicie, że jeżeli jesteśmy nerwowi, przesadnie wrażliwi na słowa innych bądź po prostu brakuje nam cierpliwości, to tak naprawdę możemy to zmienić. Potrzeba szczerych chęci, zaangażowania i odpowiedniego działania, a sukces gwarantowany!



Przyznam się wam, że osobiście jestem również nerwusem i chwilami jestem nieprzewidywalny. Co gorsze dla obcych potrafię być bardziej cierpliwy niż dla moich bliskich. Być może, za dużo od nich wymagam, ale to żadne usprawiedliwienie. Przecież, każdy człowiek zasługuje na odrobinę cierpliwości i wyrozumiałości. W każdym bądź razie, jestem świadomy tego, że jeszcze nie do końca kontroluję siebie. Odkąd odkryłem tę prawdę, o decydowaniu jak się zachowam w danej sytuacji i co będę odczuwał, moje życie zmieniło się. Oczywiście nie było to żadne hokus pokus, jest to ciężka praca na sobą i nieustanna walka wewnątrz. Nie martwi mnie to, ponieważ co dobre i wartościowe nie przychodzi łatwo. W tym całym pędzie można się zapomnieć, ale po to są te blogi oraz wszystkie książki, by móc sobie przypominać o tym co ważne i mieć możliwość bycia lepszym człowiekiem. Jak pisał Stephen Covey: „...znajdujemy się wciąż w stanie embrionalnym, możemy zatem wzrastać, rozwijać się i realizować coraz więcej naszego potencjału, objawiać coraz więcej talentów i zdolności.”





To tyle na temat samokontroli i podejmowaniu decyzji o swojej reakcji, gdybyście chcieli podzielić się ze mną swoimi spostrzeżeniami to zapraszam do komentarzy :)